Śródziemie:  Cień Mordoru – Recenzja, Ukończenie kampaniii

Śródziemie Cień Mordoru to tytuł, w który chciałem zagrać już bardzo dawno temu. Tak się jednak złożyło, iż nie miałem go dostępnego na Xbox-ie a i kupno samego tytułu nie wchodziło w grę, ponieważ w tym czasie jeszcze wiele innych gier było przede mną i podejmę się przejścia kolejnej póki miejsce na dysku konsoli się nie zwolni.

Ale do tematu – udało mi się ją pozyskać na PC a co najlepsze bardzo tanio (tradycyjnie -> allegro.pl). Jak zatem wyglądał sam początek rozgrywki?

Otóż wcielam się w postać Taliona, który jest zwiadowcą. Następnie na jego oczach zostaje zamordowana jego rodzina wraz z nim samym przez sługusów Saurona. Niezły początek prawda? Ale to nic, pomimo tego, że nastąpił zgon to powracam z tym, że nie sam. Otóż wskrzeszenie nastąpiło wraz z upiorem, który posiada bardzo ciekawe moce i jeszcze ciekawszą historię… Jaką? Tego nie zdradzę, zdradzę tylko, iż zwie się Kelebrimbor i jest to naprawdę niezła szycha a raczej była… Wraz z upiorem masakrujemy hordy orków, nabywamy kolejne umiejętności i w epicki wręcz sposób kończymy z kolejnymi kapitanami czy dowódcami.

Oczywiście walki z orkami to nie wszystko – pojawia się też znany z Tolkienowskiej scenerii Gollum, który jak zwykle jest dość istotną postacią jeżeli chodzi o fabułę. To dzięki niemu możemy poznawać kolejne historie, które naprawdę wciągają. Jednym z takich przykładów może być polowanie z krasnoludem – jest zabawnie ale jednocześnie bardzo dynamicznie, dzięki czemu gracz naprawdę musi się wykazać sporym refleksem podczas, gdy jest w pełni zrelaksowany- sprzeczność? Tak, zdecydowanie, gdyż miałem z tym wielki kłopot- zaciesz z krasnoluda a nagle „jeb” i padam. Trzeba po prostu być czujnym.

Dobrze zatem, przechodząc do sedna, warto wymienić największe plusy: Dla mnie dynamika gry i możliwość robienia masowej rzeźni – tego potrzebowałem. Potrzebowałem wpakować się w całe hordy i robić „młuckę” stąd też na początku gry, zanim przystąpiłem do przechodzenia kampanii wybijałem armię Saurona. Dopiero potem skupiłem się na głównej historii. Genialne było również to, że do mojego PC podłączyłem sobie pada z Xbox One, to sprawiło, że właściwie trudno dostrzec mi minusy. Zapewne wielu fanów Tolkiena będzie narzekać, że co to ma wspólnego z Władcą Pierścieni itp. Jednak w tym sęk – mnie dlatego się to bardzo podobało, ponieważ jest tylko kilka wątków które można powiązać, cała reszta to zupełnie nowa, nie powiązana historia, którą warto poznać.

Jak zwykle piszę w olbrzymich ogólnikach, ale prawda jest taka, że jeżeli kogokolwiek zaciekawi historia tego tytułu to powinien spróbować sam się z nią zmierzyć lub (co gorąco polecam) obejrzeć video na mojej playliście. Tym skromnym akcentem kończę swoje krótkie „wypociny”.